Tuesday, June 15, 2010

Nastrojowo.....

Wiersz Wieslawy Szymborskiej - (dziekuje ci K. ze mi go pokazalas)

Milosc od pierwszego wejrzenia

Oboje są przekonani,
że połączyło ich uczucie nagłe.
Piękna jest taka pewność,
ale niepewność piękniejsza.

Sądzą, że skoro nie znali się wcześniej,
nic między nimi nigdy się nie działo,
A co na to ulice, schody, korytarze,
na których mogli się od dawna mijać?

Chciałabym ich zapytać,
czy nie pamietają -
może w drzwiach obrotowych
kiedyś twarzą w twarz?
jakieś “przepraszam” w ścisku?
głos “pomyłka” w słuchawce?
- ale znam ich odpowiedź.
Nie, nie pamietają.

Bardzo by ich zdziwiło,
że od dłuższego już czasu
bawił się nimi przypadek.

Jeszcze nie całkiem gotów
zamienić się dla nich w los,
zbliżał ich i oddalał,
zabiegał im drogę
i tłumiąc chichot
odskakiwał w bok.

Były znaki, sygnały,
cóż z tego, że nieczytelne.
Może trzy lata temu
albo w zeszły wtorek
pewien listek przefrunął
z ramienia na ramię?
Było coś zgubionego i podniesionego.
Kto wie, czy już nie piłka
w zaroślach dzieciństwa?

Były klamki i dzwonki,
na których zawczasu
dotyk kładł się na dotyk.
Walizki obok siebie w przechowalni.
Był może pewnej nocy jednakowy sen,
natychmiast po zbudzeniu zamazany.

Każdy przecież początek
to tylko ciąg dalszy,
a księga zdarzeń
zawsze otwarta w połowie.

DESIDERATA.... dzis w orginale....

Piekny wiersz napisany w 1927 roku przez Maxa Ehrmanna:

Desiderata

Go placidly amid the noise and haste,
and remember what peace there may be in silence.
As far as possible without surrender
be on good terms with all persons.
Speak your truth quietly and clearly;
and listen to others,
even the dull and the ignorant;
they too have their story.
Avoid loud and aggressive persons,
they are vexations to the spirit.
If you compare yourself with others,
you may become vain and bitter;
for always there will be greater and lesser persons than yourself.
Enjoy your achievements as well as your plans.
Keep interested in your own career, however humble;
it is a real possession in the changing fortunes of time.
Exercise caution in your business affairs;
for the world is full of trickery.
But let this not blind you to what virtue there is;
many persons strive for high ideals;
and everywhere life is full of heroism.
Be yourself.
Especially, do not feign affection.
Neither be cynical about love;
for in the face of all aridity and disenchantment
it is as perennial as the grass.
Take kindly the counsel of the years,
gracefully surrendering the things of youth.
Nurture strength of spirit to shield you in sudden misfortune.
But do not distress yourself with dark imaginings.
Many fears are born of fatigue and loneliness.
Beyond a wholesome discipline,
be gentle with yourself. You are a child of the universe,
no less than the trees and the stars;
you have a right to be here.
And whether or not it is clear to you,
no doubt the universe is unfolding as it should.
Therefore be at peace with God,
whatever you conceive Him to be,
and whatever your labors and aspirations,
in the noisy confusion of life keep peace with your soul.
With all its sham, drudgery, and broken dreams,
it is still a beautiful world.
Be cheerful.
Strive to be happy.

Saturday, June 12, 2010

Suraj Ka Satwaa Ghoda

Przezylam ostatnio jedna z najwspanialszych, a za razem najstraszliwszych przygod swojego zycia...
Njapiekniejsza, bo nauczyla mnie ona wiele o mnie samej, o swiecie, o ludziach otaczajacych mnie, o systemie spolecznym w jakm zyjemy.
Najstarszliwsza, bo najtrudniej jest w zyciu stanac na przeciw samego siebie i zobaczyc w lustrze odbicie wlasnego wnetrza i swiata w ktorym zyjemy. Praca na scenie to publiczne rodzieranie swojego wnetrza, szukanie w sobie ukrytych fragmentow swiata, emocji, o ktorych nawet nie mysleismy, ze moga w nas tkwic. Psychologom i znawcom ludzkego charakteru chce powiedziec, ze nie ma najdrobniejszego zdarzenia, ktore nie zostawiloby trwalego sladu na naszym zyciu. To ostatnie zdanie to sparafrazowany fragment tekstu sztuki w ktorej zagralam, a raczej - ktora przezylam.
Po raz pierwszy w zyciu pracowalam z geniuszem! Nie zartuje... Malo znam osob, o ktorych moge powiedziec, ze sa moimi Guru i ze chce dotknac ich stop na znak szacunku, ale rezyser z ktorym pracowalam.... ktoregos dnia podczas proby cos kazalo mi uznac go swoim mistrzem i nauczycielem...
Moze zaczne od opisania miejsca naszej pracy:
Wyobrazcie sobie kochani mala wioske w zapadlym rajasthanie, 30 kilometrow od miasta. Nie ma elektrycznosci. Spimy na dachu, a nad naszym glowami tysiace tysiace gwiazd... po raz pierwszy w zyciu widzialam tyle spadajacych gwiazd! Mieszkamy na dawnym cmentarzu... proby odbywaja sie na betonie pod golym niebem w nocy, bo jest za goraco zeby stapac po betonie w dzien. Od czasu do czasu na nasze miejsce prob wbiegaja pajaki wielkosci mojej dloni (po 2 miesiacach w Rajasthanie po raz pierwszy w zyciu moge powiedziec, ze juz nie boje sie pajakow!), czasem male skorpiony, po jakims czasie tez szczeniaki, ktore zaadoptowalam... w dzien przychodza krowy i kozy...
















Po miesiacu nasze stopy sa niemal zdarte do krwi, ale to nic w porownaniu z bagazem emocjonalnym jaki zafundowalismy sobie nawzajem. Tekst sztuki skonstruowany jest tak, ze w zaleznosci od tego jak wymowimy slowa (t cerebralne czy dentalne itd dla nie-indologow, moze to byc ciezki fragment do zrozumienia) kostruujemy nowe znaczenia - mozemy mowic w wulgarny sposob o seksualnosci, mozemy opowiedziec rozmantyczna historie milosna itd. Kazda proba jest inna, codziennie odkrywaja sie przed nami nowe ukryte znaczenia tekstu. Tekst i symoble z ktorymi pracujemy - krzyz, talerze, kije bambusowe, kolorowe chustki, flet - wszystko to otwiera najglebsze poklady naszej podswiadomosci.



















Wezmy na przyklad flet, ktorego uzywamy w kilku scenach. Zdecydowalismy wspolnie, albo raczej "energia grupy" zdecydowala, ze glowny tekst ma odzwierciedlac wierzchnia warstwe tekstu powiesci "Suraj ka Satwaa Ghoda" (Siodmy kon Slonca) Autorstwa Dr. Dharmveer Bharti. Symbolika Fletu - w Indiach flet jest atrybutem Kryszny - wcielenia Boga Vishnu. Nie bede sie wdawac w szczegoly, ale w mlodosci Kryszna mieszka w wiosce a dzwiek jego fletu niemalze hiptonytzuje rozkochane w nim pasterki. W naszej sztuce na flecie gra jedna z postaci kobiecych - kobiecy Kryszna, ktory z jednej strony swoim fletem probuje przywolac swojego ukochanego, z drugiej zas strony nieswiadomie przywoluje wiele niechcianych osob. Poza tym mamy tu tez motyw falliczny - flet jako symbol dojrzalosci seksulanej; walke przeciwko systemu edukacji - zanim Yamuna zacznie grac na flecie jej rece wystaja ponad zwiazane kolorowe chustki, ktore z jednej strony moga sybolizowac procesje swiateczna, orszak slubny, zniwa, ale z drugiej strony obraz ten moze przedstawiac dwie dlonie odciete przez... edukacje, system spoleczny, instytucje malzenstwa.
Kazdy moment sztuki moze byc interpretowany na tysiac sposobow i mam nadzieje, ze dyskusje nad tym co chcielismy przedstawic zajma tysiac lat.
Jesli dobrze pamietam, to Grotowski powiedzial kiedys, ze aktor musi byc przede wszystkim poszukiwaczem prawdy i musi kultywowac w sobie "czlowieka" i piekno
wewnetrzne. To bardzo ciezkie zadanie w dzisiejszych czasach - byc soba. Bo przeciez kazdy z nas odgrywa w zyciu tysiace rol - matki, ucznia, pracownika, zakladamy tysiace kostiumow, ktore tez przeciez wplywaja na nasze zachowanie, obowiazuje nas tyle norm i nakazow systemowych i spolecznych... Czasem chyba w tym galimatjasie tracimy gdzies siebie samych.... AUM to dzwiek prawdy, ktory jest w kazdym z nas. Niezmienny, wieczny dzwiek kosmosu... Tat tvam asi - Ty jestes tym. Kazdy z nas ma w sobie element boskosci. Ateistom dziekujmy. Osobom wierzacym w religie tez. My wierzymy w czlowieka.

Grupa z ktora pracowalam prowadzi darmowa szkole dla dzieci z wioski w ktorej pracowalismy. Dzieci tez graja w sztukach i same pisza, rezyseruja, ale o tym kiedy indziej. Te dzieci to dzieci przyszlosci - za kilka lat to one a nie my stana na scenie swiata, wiec musimy dbac o to by kultywowac w nich czlowieka, po to by przyszlosc mogla byc jasniejsza od terazniejszosci.

Tuesday, June 8, 2010

Life changing experience in plural.... czyli wydarzenia ludzie i miejsca, ktore zmieniaja nasze zycie :)

Wybaczcie kochani dluga przerwe, ale :
1. nie mialam przez 2 miesiace dostepu do internetu, a teraz tez nie mam go w domu
2. bylam troche zajeta.

Z perspektywy czasu chcialam wam powiedziec, ze to co ze sceptycyzmem sluchalam o Yoga Teacher Training Course jako "life changing experience" to jednak prawda.... ale czesto to co mamy, albo to czego sie uczymy i co przezywamy potrafimy docenic dopiero kiedy nas tam juz nie bedzie...

Ostatnio mialam jeszcze jedno takie przezycie. troche jak spelnienie moich marzen. troche tak jakby ktos nagle przeczytal wszelkie moje sny i marzenia i podal mi je w pigulce.... ale to powoli powoli opisze, bo na razie musze biec na zajecia - powrot do normalnosci tez jest milym wydarzeniem :)

Sciskam wszystkich

Saturday, April 3, 2010

YOGA, SPIRITUAL FASTFOOD, WSPANIALI LUDZIE I WIELE WSPOMNIEN

Confusion will be my epitaph…. spiewalo kiedys King Crimson. Confusion to dobre okreslenie tego jak wygladal ostatni miesiac.
Po pierwsze moi drodzy zdradze wreszcie gdzie bylam i po co :) Postanowilam dolozyc sobie koleiny punkt w zyciorysie i zostac dyplomowanym instruktorem yogi. Ostatni miesiac spedzilam w Ashramie Shivanandy pod Madurajem uczestniczac w miedzynarodowym kursie nauczycieli yogi.
Bylo bardzo miedzynarodowo. Po raz pierwszy od wielu lat znalazlam sie wsrod ludzi z tak wielu stron swiata. To bardzo ciekawe doswiadczenie. Ciekawe, ale tez stresujace. Czesto trudno jest pokonac roznice kulturowe, o ktorych nigdy nawet bysmy nie pomysleli. Nie potrafie rozmawiac z Amerykanami, ktorzy bez przerwy fruwaja gdzies w przestworzach swojego wlasnego prywatnego przytulnego swiatka, z ktorego sfruwaja codziennie na 5 minut krotkej rozmowy z kazda napotkana osoba. Nigdy nie potrafilam prowadzic rozmow towarzyskch, a juz na pewno nie z osobami ktore dopiero co poznalam. Moja towarzyszka przez caly kurs byla Hannah - przepiekna pol-angielka, pol-iranka, ktora oczarowala mnie swoja gra na santurze.
Nigdy nie cwiczylam yogi w europie. Zawsze mam w glowie slowa mojego guru ji od Sanskrytu – Pamietajcie panstwo, ze yoga to nie jest zabawa. To cala filozofia.
Yoga to nie jest zabawa. To nie machanie nogami, rekami, nie stanie na glowie, nie bycie powyginanym jak guma. Yoga to proba pokonania naszego ciala i umyslu. Proba ujarzmienia naszej fizycznosci.

Yoga to 8 stopni na drodze ku poznaniu siebie. (ashtaanga yoga):

Yama – nakazy
Ahimsa – niekrzywdzenie
Satya – prawdomownosc
Brahmacarya – celibat, albo jak kto woli w kali yudze – brak rozpusty
Asteya – niekradzenie
Aparigraha – nieprzyjmowanie lapowek i podarunkow

Niyama – powinnosci
Śauca – czystosc
Santosha – zadowolenie
Tapas - asceza
Svadhyaya – samodzielna nauka
Iśvarapranidhana – kontemplacja Boga

Asana – pozycje (sukham sthiram asanam - asana, to wygodna i stabilna pozycja)

Praanayama – kontrolowanie energii zyciowej

Pratyaahara – wycofanie zmyslow

Dhaarana – koncentracja

Dhyaana – medytacja

Samaadhi – stan jednosci

To na razie tyle jesli chodzi o filozofie. Nie bede wdawac sie w szczegoly, jesli ktos chce to przeczyta sobie ksiazke.

Zycie w Ashramie bylo mniej rygorystyczne niz sie spodziewalam.
Pobodka o 5.30. Zimny prysznic, pod ktorym trzeba tez umyc wlosy (czesto oszukiwalam i mylam tylko twarz).
6 rano – pol godziny medytacji, a raczej proby medytacji  To prawdziwe wyzwanie uspokoic swoj umysl i cialo na pol godziny. Siedziec nieruchomo, koncentrowac sie na jednym i nie poddawac sie bodzcom zewnetrznym. „Umysl jest jak malpa, ktora co chwila probuje skoczyc z jednego miejsca w inne.” Dla mnie proba medytacji byla ciezka walka z sama soba. W 99,9% przegrana.
Krotki wyklad o technikach medytacji, spiewanie bhajanow i aarati – ceremonia oczyszczenia ogniem. Wiele lat nie bylam w kosciele, ale zawsze przynosi mi to na mysl kadzidlo.
7.45 herbata !!!!! Jak juz powiedzialam nasz Ashram nie byl bardzo rygorystyczny – przwdziwi yogini nie powinni pic herbaty, w koncu to pobudzajaca uzywka.
8.00 Zajecia yogi. Poranne zajecia to nauka jak uczyc. Jak poprawiac pozycje, co, jak i kiedy mowic, a czego nie. Uczenie sie nawzajem, albo w grupach 4 osobowych.
10.00 to wedlug planu posilek, ale w praktyce nasze poranne zajecia trwaly zawsze do 10.30.
10.45 – karma yoga, czyli prace przerozne, po to zeby nasz Ashram byl czysty i przytulny – czyszczenie toalet, zamiatanie sali do spania, skladanie i rozkladanie mat, wynoszene smieci, itd.
12.00 – zajecia wyjasniajace znaczenia roznych wersow w Sanskrycie, ktorych uzywano podczas puji, lekcji itd. Moje ogromne ego przyznaje, ze sie nudzilo na tych zajeciach.
13.00 – warsztaty wszelakich asan, czyli wolna amerykanka – robimy co chcemy i jak chcemy, z kim chcemy byle do skutku
13.30 - herbata (jako ze herbata byla z mlekiem, co malo budzilo mnie w srodku dnia Hannah i ja przemycilysmy po tygodniu paczke czarnej herbaty, ktora potajemie parzylysmy w czajniku kolezanki)
14.00 – wyklad z filozofii lub anatomii. Wierzcie mi moi drodzy - latwo jest pamietac nazwy w Sanskrycie, ale uczenie sie budowy serca, kregoslupa itd w jezyku angielskim jest na prawde trudne
16.00 – zajecia z yogi – tym razem jestesmy tylko uczniami grzecznie wykonujacymi wszelki polecenia.... Kilka razy zajecia rozpocely sie 54 rundami (czy tak sie mowi po polsku?) Suurya Namaskaar (powitania slonca)... a potem dopiero zajecia...
18.00 to kolacja, ale jak sie domyslacie zajecia z yogi nigdy nie skonczyly sie przed 18.20
19.00 to albo film o anatomii, filozofii, Tybetanska ksiega zmarlych, albo czas wolny
20.00 to kolejna medytacja, krotki wyklad, bhajany, aarati
22.00 to w teorii czas na spanie, w praktyce czas na nauke, pranie, rozmowy itd, byle do nastepnego dnia

CIAG DALSZY NASTAPI...

Zdjecia mozna zobaczy tutaj klikajac tutaj.

Saturday, February 27, 2010

POCIAG

Niedaleko mojej szkoly sa tory kolejowe. Codziennie rano, kiedy ide na zajecia widze pociagi pelne podroznych wracajacych do Delhi/wyjezdzajacych na wakacje/do pracy/na slub brata/na swieta i niewiadomo co jeszcze. Zawsze mam ochote wsiasc do pociagu, siedziec przy otwartym oknie, czuc powiew wiatru na mojej twarzy i widziec jak zmienia sie krajobraz za oknem. Indyjski pociag to tak jakby mala wioska na kolkach. Mamy tu podzial na rozne grupy spoleczne - w pociagu dalekobieznym mamy 1 klase AC, ktora przypomina nasze przedzialy w wagonach sypialnych. Potem 2tier AC, czyli wszyscy gniezdzimy sie w poczuciu luksusu klimatyzacji, juz bez zamykanych przedzialow, z lozkami po 2 na kazdej scianie naszego boksu i wzdloz korytarza, ale za to z wlasna lampka i zaslonka przy kazdym lozku; potem 3tier AC - wciaz klimatyzacja, ale juz po 3 lozka na scianach boksu, nizej w hierarchi jest Sleeper , w ktorym wlasnie siedze na gornym lozku, juz bez klimatyzacji, ale za to z otwieranymi oknami, za nami jest jeszcze General Class, gdzie na drewnianych/lub plastikowych siedzeniach leza/stoja.przycupuja ludzie w nieokreslonej ilosci - ilu da sie upchnac tylu wejdzie. Nie lubie podrozowac w klimatyzacji, gdzie nie mozna otworzyc okien. Odbiera mi to cala przyjemnosc podrozowania - to tak jak ogladac swiat przez ekran telewizora, gdzie nie mozna nic dotknac, poczuc, powachac. To tak jak roznica miedzy podrozowaniem samochodem i motorem. Samochod sprawia, ze istniejebariera pomiedzy nami, a otaczajacym swiatem, a jadac na motorze jestesmy w samym srodku zycia.

W pociagu raz po raz rozlega sie glos sprzedawcy herbaty "Chai chai, garam garam Chai...." Kiedys herbate w pociagach sprzedawano w malenkich glinianych kubeczkach. Po wypiciu slodkiej herbaty z mlekiem wyrzucalo sie taki kubeczek za okno. Glina stawala sie znow jednym z ziemia. Teraz herbate podaje sie w papierowych lub plastikowych kubkach. Ja bardzo tesknie za smakiem herbaty pitej z czerwonego/brazowego glinianego kubka. Za oknem spieczona sloncem ziemia, palmy, zielone pola, czarne bawoly, ktore probuja wykapac sie w zarosnietym stawie, kobiety przewiazaly miedzy nogami sari i pracuja w polu, czarny bezpanski pies blaka sie gdzies przy drodze, ktora pedza wypelnione do granic mozliwosci ciezarowki. Przejezdzamy przez wioske. Szkola pelna rozesmianych dzieci w jednakowych mundurkach. Staw. Na kamieniach obok stawu przykucneli pracze i piora ubrania raz po raz uderzajac nimi o kamienie. Obok rozlozone na ziemi prawdziwe pole kolorowych ubran suszacych sie w sloncu. Miasteczko. Male miasteczka sa moim zdaniem duzo ladniejsze niz wielkie molochy takie jak Delhi, Mumbai, Kalkuta czy Chennai (chociaz Chenai akurat bardzo lubie). Zawsze zadziwia mnie, ze budujac domy Hindusi nie zwracaja uwagi na okna-okna sa zazwyczaj tylko na przedniej scianie domow, nawet tych wolnostojacych. Sciany boczne sa zupelnie pozbawione okien, a w miastach domy stawiane sa sciana w sciane. Plaskie dachy , na ktorych bawia sie dzieci i ktore w upalne dni maja zamieniaja sie w sypialnie pod gwiazdami. Rozowe krzewy rosnace przy torach. Krowy przy studni. Kozy powoli idace wsrod bladozielonych krzewow. Wieczorem w pocagu zrobilo sie tloczno. Moje gorno lozko to blogoslawienstwo. W kazdej chwili moge sie wdrapac na swoje pieterko i wygodnie polozyc w moim krolestwie. Chai chai garam garam chai... Budze sie i slysze smiech mojego nowego kolegi sprzedajacego herbate - przespalas strasznie dlugo. Faktycznie. Jest juz 10ta rano. Goraco. Czuje, ze moj podkoszulek jest wilgotny. To uczucie jest dosc charakterystyczne dla wilgotnego goracego klimatu, a taki klimat opanuje wlasnie w miejscu do ktorego zmierzam. Drugi dzien podrozy mija glownie na lezeniu - wszyscy sa nieco zmeczeni. Za mna juz 32 godziny podrozy. Przede mna jeszcze 12. To wedlug planu, ale mam nadzieje, ze pociag sie spozni. Nie chcialabym wysiasc na dworcu o planowej 3.40 rano i czekac az miasto sie obudzi. Za oknem duzo zieleni, ale nie tak pieknej jak w Kerali. Mam ochote zmienic swoje plany i zamiast wracac prosto do Delhi zboczyc nieco z trasy i moze odwiedzic znow najpiekniejsZe ,iejsce na ziemi jakim jest Kerala. Jedna z rzeczy, ktorych nauczylam sie w Indiach, to ze nie warto nic planowac. Zobaczymy co los przyniesie. No i stalo sie. Popelnilam w zyciu nieco grzechow, wiec moje modlitwy nie zostaly wysluchane - pociag dotarl do Maduraju przed czasem, o strasznej porze 3.15 rano. Niech pioron strzeli w tych co utyskuja na opoznienia i inne problemy indyjskiej koleji. Musze kupic bilet powrotny - nie mialam czasu zrobic tego w Delhi, a kasa biletowa otwiera sie dopiero o 8. Na szczescie jestem juz zaprawiona w kolejowych bojach i posiedzeniach na stacji. ostatnio wracajac z Khajuraho przesiedzialysmy na stacji od 3 do 6 rano w potwornym zimnie. Stacja w Maduraju jest zdecydowanie przyjazna czlowiekowi. Rozlozylam swoje przescieradlo na peronie, torebka pod glowe i leze sobie. Przeszkadzaja mi tylko wszedobylskie komary. Moja nowa kolezanka - zebraczka, albo po prostu uboga podrozna przysiada sie na chwile rozmowy, ktora nie bardzo nam wychodzi, bo moj Tamilski jest na tyle slaby jak jej Hindi. Pani prosi o jakis maly datek - chcialaby napoic sie herbaty. Nie mam drobnych, wiec daje jej 20 rupii, za ktore bedzie mogla zjesc cale sniadanie. Bardzo szczesliwa na odchodne pokazuje mi, zebym poszla na sasiedni peron i polozyla sie spac pod wiatrakami, tam komary przestana mi dokuczac. CENNA TO RADA Wiatraki sa tuz przy wejsciu do toalety, gdzieza 3 rupie mozna sie nawet wykapac. Jesli kiedys bedziecie nocowac na stacji w Maduraju, to zdecydowanie polecam lazienke - czysto, jasno i przyjemnie. Wyjmuje z torby swoje przescieradlo i rozkladam na ziemi. Moge spokojnie isc spac. Cofee, cofee... budzi mnie krzyk sprzedawcy kawy. To jedna z roznic miedzy Indiami polnocnymi, a poludniowymi - u nas na polnocy kroluje herbata, na poludniu zas kawa. Kolo mnie trwa poranne zebranie sprzataczy stacji. Zbieram swoj dobytek i ide jesc sniadanie. Potem spacer na dworzec autobusowy. Dzieki milemu panu sprzedawcy oleju do wlosow udaje mi sie bez problemu znalezc wlasciwy autobus. Autobus jest pelen. Tlok potworny, ale juz po kilkunastu minutach, gdy wyjezdzamy poza miasto robi sie mniej tloczno. Po pol godzinie w autobusie zostaje tylko ja i jeszcze 3 pasazerow. Po kolejnych 20 minutach widze znak prowadzacy do celu mojej podrozy. Kilkusetmetrowy spacer droga, po ktorej biegaja malpy. W oddali widze budynki, ktore beda moim domem przez najblizsze kilka tygodni.... Ciekawe co mnie tu spotka.

Wednesday, February 24, 2010

Jade sobie...

Jutro rano wstaje o 5, zeby zlapac moj wymarzony pociag..... planowo - 44 godziny podrozy... na szcescie mam gorne lozko. Cel podrozy jest na poludniu. Mala wioska kolo Maduraju w stanie Tamil Nadu. Spedze tam miesiac. Najprawdopodobniej bez telefonu i inernetu. Jesli sie uda, to cos stamtad napisze. Jesli nie, do zobaczenia za czas nieokreslony :)

Sattriya - klasyczny taniec z Assamu


Pierwsza rzecz, ktora koniecznie musze wam powiedziec, to ze taniec Sattriya jest jedynym rodzajem klasycznego tanca indyjskiego w ktorym nie uzywa sie gunguru - dzwonkow zakladanych na kostki. Taniec Sattriya jest stosunkowo mlody - uwaza sie, ze zostal on stworzony w XV wieku przez Mahapurusha Srimanta Sankardeva - dramatopisarza, reformatora religijnego, ktorego uwaza sie za jednego ze swietych medrcow. Jest on tworca Ankiya Naat - jednoaktowej formy teatralnej z Assamu, w ktorej przypomina sie wydarzenia zwiazane z bogiem Wisznu i jego avatarami (zstapieniami). Taniec Sattriya powstal wlasnie jako czesc tej formy teatralnej.
Poczatkowo, taniec Sattriya byl wykonywany jedynie przez mnichow w klasztorach zwanych Sattra (stad tez nazwa tanca) jako czesc codziennego rytualu. W polowie XIX wieku taniec ten wyszedl z klasztorow i zaczal byc prezentowany w audytoriach, a wykonawcami byli juz nie tylko mezczyzni, ale tez kobiety. 15 Listopada 2000 roku to wazna data w historii tego tanca - tego wlasnie dnia Sangeet Natak Akademi, czyli organizacja rzadowa zajmuja ca sie kultura dolaczyla taniec Sattriya do listy klasycznych tancow indyjskich.
Piekne kostiumy - kremowa spodnica z tradycyjnymi czerwonymi wzorami, czerwona bluzka i inne ozdoby dla kobiet i biale dhoti oraz biala "czapeczka" na glowie sprawiaja ze widzowie przenosza sie w czasie i przestrzeni i przezywaja po raz kolejny zabawy Kryszny i jego pasterek (wiekszosc tancow poswiecona jest wlasnie Krysznie, albo Ramie). Wiecej o tancu kiedy indziej - teraz czas spac. Tylko taka mala refleksja... Pokaz Sattriya, na ktorym ostatnio bylam byl bezplatny, a tanczyla jedna z najbardziej znanych tancerek w Assamie Indira P P Boda i jej studentki.... Na widowni osob bylo mniej wiecej tyle samo co na scenie... Mozna byl zliczyc widzow na placach obu rak. To przykre. Bardzo przykre. Niedlugo na swiecie zostanie nam tylko Mac Donald... A ja burgerow nie lubie.

Thursday, February 18, 2010

Thali





















Ostatnio zrobilo sie nieco powaznie, wiec dzis dla relaksu (wdech i wydech badz tez inhale.... exhale, jak kto woli) porozmawiamy o czyms co wszyscy chyba lubimy.
Jedzenie! Uwielbiam indyjskie jedzenie i czesto bardzo ale to bardzo zadziwia mnie to, ze nie udalo mi sie w Indiach przytyc. (jak na razie). Nie bedzie przepisow, bo to nie ma byc ksiazka kucharska, ale za to bedzie o bardzo popularnym koncepcie thali, czyli talerza pelnego wszelakich potraw.
Niemal kazda przydrozna dhaba (budka, ktora ma sluzyc za restauracje w wersji "jesli sanepid do nas przyjdzie to zwiewamy gdzie sie tylko da, zeby nas nie zamkneli w wiezieniu za zle warunki sanitarne"), restauracja, czy pieciogwiazdkowy hotel (w wersji "niewazne, w ktorym miejscu na ziemi jestes nasz hotel bedzie zawsze wygladc tak samo") oferuja thali, czyli pelen posilek.
Thali oznacza "talerz". Indyjski talerz ma w sobie duzo uroku, wierzcie mi. Na poludniu Indii bardzo czesto zamiast talerzy uzywa sie lisci palmowych, ktore po skonczonym posilku zwija sie i wyrzuca. Czesto widac tez jak uczniowie szkol, albo podrozni wyciagaja z toreb swoj posilek zawiniety w taki wlasnie zielony lisc. Ma to zapewnic doskonaly smak i swiezosc potrawom.
Na polnocy Indii je sie natomiast najczesciej z prostokatnych lub okraglych metalowych talerzy z przegrodkami na roznego rodzaju potrawy, ryz i placki, albo tez z plaskich talerzy, na ktorych stoi wiele miseczek wypelnionych po brzegi kolorowym jedzeniem. Na zdjeciu mozecie zobaczyc co zjadlam wczoraj na obiad. Chyba juz rozumiecie dlczego zadziwia mnie fakt, ze ciagle slysze ze jestem tak szczupla :)
Na moim talerzu, w wersji poludniowo-indyjskiej sa: w srodku 3 puri -placki smazone w glebokim oleju, po lewej stroni na osobnym talerzu papad, czyli prazynka w wersji gigant, po prawej stronie w osobnej miseczce widac gorke ryzu, a na talerzu: ukryte pod puri rasam, czyli ostra zupe, ktora jest fantastycznym lekarstwem na katar i przeziebienie, a potem od lewej kolejno: korma warzywna, czyli warzywa w gestym sosie, "sucha" potrawa z warzyw, chatni- gesty sos-krem z przyprawami, uzywany tak jak u nas dip, slodycz, raita - salatka z warzyw w jogurcie, daal- gesta zupe z soczewicy itp., znow raita (tym razem bonusowa :) ), jogurt, sambar - ostra gesta zupa z warzywami.
Przyznam sie szczerze, ze nie moglam sie potem ruszyc :)
Thali w wersji polnocno-indyjskiej to najczesciej z kolei: roti - placki, shahi paneer - ser paneer (przepis juz kiedys podalam) w czerwonym sosie, daal - wspomniana juz zupa z soczewicy itp., ale przygotowana innaczej niz na poludniu, gulab jamun jako slodycz, czyli mikro paczek w syropie, raita, i czasem, ale nie zawsze ryz.
nie wiem jak wy ale ja zglodnialam....
Smacznego wszystkim :)

Sunday, February 14, 2010

Po zamachu w Punie 13.02.2010

Wczoraj wieczorem gdy wracalam do domu policjant w metrze nadspodziewanie dlugo przegladal moja torebke. Nie lubie kontroli, wiec poczulam sie nieco nieswojo pokazujac baterie w aparacie fotograficznym i otwierajac kosmetyczke pelna kajalu (czarna kredka do oczu), surmy (czarny proszek do oczu) i innych damskich przyborow. Metro bylo jak zwykle zatloczone przez ludzi, ktorzy wracali do domow smiejac sie i rozmawiajac o minionym dniu, o pracy, nadchodzacym slubie w rodzinie starszej corki mlodszego brata ojca itd. Dopiero dzis rano po otwarciu gazety zrozumialam przyczyny skrupulatnosci policjanta: Terror is back o 19.00 wybuchla bomba w popularnej wsrod turystow German Bakery niedaleko Ashramu Osho w Punie. 9 osob zabitych, a 33 ranne.
Przykro jest czytac o tym, ze miejsce, w ktorym wiele lat temu (rok 2000) jadlam pyszne sniadnanie zostalo zaatakowane przez terrorystow. Z drugiej jednak strony takich miejsc moglabym wymienic wiele - w 2002 roku pilam pyszne indyjskie piwo marki Kingfisher w cafe Leopold w Bombaju, ktora bylam jednym z celow ataku terrorystycznego rok temu, w 2005 roku tuz przed swietem Divali w Delhi bomby wybuchly w autobusach oraz na kilku popularnych targowiskach, miedzy innymi na moim ukochanym Sarojini Market. We wrzesniu 2008 kilka zsynchronizowanych ze soba bomb wybuchlo na Counnaught Place - ogromnym rondzie w samym centrum Delhi. Gdy wybuchaly ja zajeta bylam cwiczeniem swojego padam czy tez Varnam na zajeciach tanca w szkole, ktora znajduje sie kilkaset metrow od miejsca wybuchu. Gdy zajecia sie skonczyly nie dzialay telefony, nie mozna sie bylo nigdzie dodzwonic ani spytac co i gdzie sie stalo. Okolice Mandi House pelne byly policjantow, ktorzy nie pozwalali ludziom stac w wiekszych grupach, wszystkie kosze na smieci zostaly wywrocone do gory nogami (bomby podlozono wlasnie w koszach) i panowala bardzo napieta atmosfera. Pamietam bicie serca gdy raz po raz wystukiwalam na klawiaturze telefonu komorkowego numer A., ktory mieszkal bardzo blisko miejsca wybuchu i czesto chodzil na zakupy/spacer/piwo w poblize CP (to popularna nazwa Connaught Place). Pamietajac, jak kilka lat wczesniej bomby wybuchly w autobusach balam sie wracac do domu. Odwiezli mnie rodzice kolegi.
Strach. Strach to cel terrorystow. Strach przed wyjsciem na ulice, wsiasciem do autobusu, pojsciem do kina, zamieszkaniem w hotelu, itd. Ale strach tez ma swoje granice. Tego walsnie nauczylam sie mieszkajac tu w Delhi. Indie nie dadza sie nigdy zastraszyc terroryzmowi, ktory atakuje tchorzliwie z nienacka ukrywajac swoja twarz.
Tak, wszyscy przejma sie losem ofiar zamachow i ich rodzin, ale juz nastepnego dnia po zamachu zycie bedzie toczyc sie zupelnie normalnie. Otworza sie markety, rodziny pojda do kina, a ja wsiade do autobusu, w ktorym codziennie moge przeczytac napis umieszczony na siedzeniach: Strzez sie, pod twoim siedzeniem moze byc bomba.
Moze byc. To prawda. Moze byc bomba, ale Indie ucza tego, ze to co jest nam w zyciu pisane i czas, ktory jest nam dany nie zalezy od nas. Gdybym pojechala do Puny wczoraj a nie dziesiec lat temu? Gdybym 29.10.2005 poszla na zakupy na Sarojini Market, a nie na wystep mojej kolezanki z klasy? Nie mozna sie bac. Nalezy zyc codziennie pelnia tego co mamy dookola siebie. Sa rzeczy na ktore nie mamy wplywu, nie kazdy z nas ma szanse stac sie niesmiertelnym jak Markandeya. (Markandeya mial umrzec w wieku 16 lat, ale gdy Yama, indyjski bog smierci, przyszedl zarzucic na niego petle ktora wyciaga dusze z ciala Shiva kopnal go i tak Markandeya na wieki pozostal szesnastoletnim chlopcem)

Indie nie dadza sie zastraszyc terroryzmowi, gdyby mialy sie bac, to zaczelyby bac sie juz dawno, bo nawet oficjalna strona Indyjskiego Ministerstwa Spraw Wewnetrznych podaje liste 34 organizacji dzialajacych na terenie Indii, ktore uwaza sie za majace powiazania z terroryzmem:



LIST OF ORGANISATIONS DECLARED AS TERRORIST ORGANISATIONS UNDER THE UNLAWFUL ACTIVITIES (PREVENTION) ACT, 1967
S.No. Organisation
1. United Liberation Front of Assam ( ULFA )
2. National Democratic Front of Bodoland ( NDFB ) in Assam
3. People’s Liberation Army ( PLA )
4. United National Liberation Front ( UNLF )
5. People’s Revolutionary party of Kangleipak ( PREPAK )
6. Kangleipak Communist Party (KCP)
7. Kanglei Yaol Kanba Lup ( KYKL )
8. Manipur People’s Liberation Front ( MPLF )
9. Revolutionary People’s Front (RPF ) in Manipur
10. All Tripura Tiger Force (ATTF)
11. National Liberation Front of Tripura (NLFT ) in Tripura
12. Hynniewtrep National Liberation Council (HNLC)
13. Achik National Volunteer Council ( ANVC ) in Meghalaya
14. Babbar Khalsa International
15. Khalistan Commando Force
16. International Sikh Youth Federation
17. Lashkar-E-Taiba/Pasban-E-Ahle Hadis
18. Jaish-E-Mohammed/Tahrik-E-Furqan.
19. Harkat-Ul-Mujahideen/Harkar-Ul-Ansar/Karkat-Ul-Jehad-E-Islami
20. Hizb-Ul-Mujahideen/Hizb-Ul-Mujahideen Pir Panjal Regiment
21. Al-Umar-Mujahideen
22. Jammu And Kashmir Islamic Front
23. Liberation Tigers of Tamil Eelam (LTTE)
24 Students Islamic Movement Of India
25. Deendar Anjuman
26. Communist Party of India (Marxist-Leninist)-People’s War,
All Its Formations And Front Organisations
27. Maoist Communist Centre (MCC), All Its Formations And Front Organisations
28. Al Badr
29 Jamiat-Ul-Mujahidde
30. Al-Qaida
31. Dukhtaran-E-Millat (DEM)
32. Tamil Nadu Liberation Army (TNLA)
33. Tamil National Retrieval Troops (TNRT)
34. Akhil Bharat Nepali Ekta Samaj (ABNES)


Indie nie dadza sie zastraszyc, bo nawet w momentach kryzysu jakim jest kolejny zamach wszsycy pamietaja o bohaterach tych poprzednich zamachow: o konduktorze autobusu, ktory wyrzucil z niego torbe z bomba, o 11-letnim chlopcu, ktory pokazal policjantom gdzie na CP zostaly podlozone kolejne bomby, ktore udalo sie rozbroic przed ich wybuchem.
Indie nie dadza sie zastraszyc i nie uwierza tez w to, ze terroryzm ma wiare. Terroryzm pozbawiony jest nie tylko twarzy (poza twarza Amjal Amir Kasaba, jedynego terrorysty, ktory przezyl w zeszlorocznej masakrze w Bombaju), ale rowniez i wyznania, bo przeciez ludzie ginacy w zamachach terrorystycznych przynaleza do roznych wyznan - sa wsrod nich muzulmanie, chrzescijanie, hinduisci, buddysci, dzinisci, protestanci i ateisci.
Indie nie dadza sie zastraszyc. Ja tez spokojnie wsiadlam dzis do metra i spedzilam mile popoludnie nad przepyszna poludniowoindyjska masala dosa (cos jak nalesenik nadziewany ziemniakami). Nie dam sie zastraszyc.