Saturday, February 13, 2010

Za co lubie Indie...

Za co lubie Indie? To pytanie zadawano mi chyba juz tysiac razy. Odpowiedz na pewno zmienila sie bardzo na przestrzeni tylu lat spedzonych w Indiach. Zniknela zapewne fascynacja egzotyka tego kraju, a wiele z rzeczy, ktore mnie kiedys fascynowaly staly sie po prostu codziennoscia - noszenie sari, kolczyk w nosie, dotykanie stop nauczyciela, malowanie na dloniach pieknych wzorow henna (mahendi)itd.
Mieszkam w Indiach, dlaczego wlasnie w Indiach , a nie w Polsce, Meksyku czy Japonii? Sama sie nad tym czesto zastanawiam.
Gdybym chciala zabrzmiec teraz intelektualnie, to powinnam powiedziec, ze fascynuje mnie roznorodnosc kulturowa tego kraju. To, ze jadac pociagiem zasypiam w wielkim miescie jakim jest Delhi, a nastepnego dnia rano, albo tez dwa dni pozniej budze sie gdzies wsrod palm i czerwonej ziemi karnataki, albo wysiadam rano z autobusu i widze przed soba wysokie gory... To, ze w Kerali moge pouczyc sie Kalaripayattu (sztuki walki), a w Manipurze Thang-ta (tez sztuki walki, ale wygladajacej zupelnie innaczej). To, ze taniec Kathak jest rozny od Bharatanatyam, Odissi, Manipuri, Kathakali, Sattriya, Mohinyattam, Kuchipudi itd.
Nie lubie byc napuszona intelektualistka. :) Prawda jest taka, ze najbardziej lubie w Indiach "male przyjemnosci", ktorych nie mozna doswaidczyc nigdzie indziej:

Slodka herbate z mlekiem, ktora pije sie na ulicy z malenkiej szkalneczki,
smak bhutta - kolby kukurydzy, ktora w gorace dni czerwca sprzedaja przypiekajac ja na wegielkach na chodniku,
mugphali - orzeszki, ktore najlepiej smakuja w zimie,
aloo chaat - smazone ziemniaki z przyprawami (na zdjeciu)
Gulab jamun - paczek w wersji mikro, ktory najsmaczniejszy jest zima,
za idli, za masala dose, za aloo chat, za meethi, za tysiace roznych pysznosci.



Uwielbiam kolory Indii. Kiedy idzie sie ulica widac niesamowite polaczenia przeroznych barw - kolorowe dupatty (dlugie chustki), czerwone, biale, niebieskie, rozowe, czarne, zielone, zolte sari, niesamowite kolory scian w domach - moj rozowy pokoj jest bardzo przytulny :)










Fascynuja mnie wciaz cotygodniowe uliczne targowiska, gdzie kupic mozna wszystko i wszystko wyglada tak atrakcyjnie - wodoodporne zegarki sprzedawane prosto z basenika z woda (niemal jak nasze biedne swiateczne karpie), bizuteria wiszaca na stoiskach, kolorowe plastikowe pudelka, w ktorych trzyma sie cukier, ryz i przyprawy aby uchronic je przed atakiem mrowek lub karaluchow.
Kocham pociagi mimo ich ciaglych spoznien, przykrego niekiedy zapachu i halasu. Pociag indyjski zyje wlasnym zyciem. Na kazdej stacji wsiadaja i wysiadaja sprzedawcy ksiazek/picia/jedzenia/gazet/bryloczkow do kluczy/mydla w papierku/zabawek/kart do gry/swietych obrazkow, zebracy spiewaja piosenki albo zamiataja podloge i prosza o datki.
Za kino w Bombaju, gdzie przed filmem odgrywany jest hymn Indii.
Za to, ze codziennie wieczorem moge za darmo obejrzec wystep taneczny/koncert muzyki itd.
Lubie Indie. Lubie Indie pomimo halasu, brudnych ulic, chaosu na ulicach, ogromnej biurokaracji, mimo tego ze codziennie ktos sie na mnie uporczywie patrzy w metrze lub w autobusie, mimo obdrapanych scian budynkow dookola, mimo klimatu Delhi gdzie w maju w dzien bedzie 47 stopni, a w styczniu w nocy tylko 6, mimo tego, ze kiedys w trakcie monsunu zgnily mi w domu skorzane buty przywiezione z polski, mimo biedy kontrastujacej z ogromnym bogactwem, mimo.... mimo.....
LUBIE INDIE

:)

Thursday, February 11, 2010

O Chhau slow kilka...

Chhaya, to w sanskrycie cien. cien, ktory moze ukryc nasze ja. Cien, ktory moze byc maska, pod ktora skryjemy swoja tozsamosc, przestanie istniec nasze ja, a my przeistoczymi sie w kogos innego. Chhau, to jeden z niewielu rodzajow tanca indyjskiego, w ktorym to cialo, a nie ukryta pod maska twarz jest glownym srodkiem ekspresji.

Sa 3 bardzo rozne od siebie style Chhau: Seraikella ze stanu Jharakhand, Mayurbhanj, z okolic Baripady w stanie Orissa i Purulia z Bengalu.
Nie wiadomo dokladnie jak bardzo odlegle sa poczatki chhau. Etymologia nazwy tez budzi watpliwosci. Niektorzy uwazaja, ze slowo "chhau" pochodzi od "chhauni" oznaczajcego koszary, co podkreslaloby, ze taniec ten jest zwiazany ze sztukami walki. Inni twierdza, ze nazwa tanca zwiazana jest ze slowem "chhai" lub"chhatak", ktore okresla klaunade, badz tez z juz wspomnianym slowem "chhaya" - cien.

Wszystkie style chhau oparte sa na cwiczeniach zwanych Parikhanda (od slow "pari" - tarcza i "khanda" - miecz) wykonywanych przez zolnierzy trymajacych w rekach wlasnie miecz i tarcze. Cwiczenia te maja na celu przygotowanie sprawnosciowe ciala i traktowane sa jako wstep do nauki wlasciwej techniki tanecznej. Podstawy techniki chhau stanowia: chaali - kroki taneczne, ktore sa odwzorowaniem otaczajacej nas natury, np. Baagh chaali - krok tygrysa, Mayoor chaali - krok pawia; khel rozne sposoby poslugiwania sie mieczem i uphli na ktore skalda sie 36 wystylizowanych ruchow opisujacych codzienne czynnosci wykonywane przez ludzi i zwierzeta.
Najciekawsza grupa krokow stanowia wlasnie uphli gdzie uzywajac tylko dolnych konczyn tancerz wykonuje ruchy oddajace czynnosci takie jak czyszczenie bransoletek, zakladanie sari, czy ukazujace pawia pijacego wode. Intersujace jest rowniez to, ze mimo iz tradycyjnie chhau bylo tanczone wylacznie przez mezczyzn, to az polowa z 36ciu uphli opisuje typowe zajecia mieszkanki indyjskiej wioski: kharikiba - zamiatanie podlogi, gobar kudha - zbieranie wysuszonych krowich plackow, sari pinda - nakladanie sari itd. Jest tez wiele choreografii w ktorych wystepuja kobiece postacie (takie jak Chandrabhaga, czy Durga) lecz tradycyjnie byly one tanczone przez mezczyzn przebranych za kobiety.
Wedlug jednego z moich 3 nauczycieli chhau - Guru Sapana Acharya w 1931 roku grupa tancerzy chhau z Seraikelli miala wyruszyc na turnee po europie i czlonkowie tejze grupy zadecydowali, ze zabiora ze soba rowniez 2 tancerki po to by uatrakcyjnic pokaz. W ciagu jednego tylko wieczoru skomponowano dla nich specjalna nowa choreografie "Devadasi" i od tego czasu kobiety zostaly rowniez dopuszczone do nauki chhau.


Maska to kolejny wazny, a moze nawet najwazniejszy element chhau. Moj Guru ji czesto powtarza, ze chhau nie moze istniec bez maski, bo twarz nie jest w stanie w pelni odawac emocji jesli cialo jest w ciaglym ruchu. Twarz tancerz jest ukryta pod maska i dlatego wszystkie emocje musz byc przekazane przez stylilizowane pozy i ruchy ciala. W chwili obecnej maski uzywane sa w Seraikella i Purulia chhau. W Mayrbhanj chhau masek uzywa sie bardzo sporadycznie, chociaz byly one w uzyciu az do dziewietnastego wieku. Maski Seraikella chhau sa moim zdaniem bardzo lyriczne i sugestywne z pieknie namalowanymi, nieco rozmazonymi oczami, a Purulia chhau uzywa bardziej skomplikowanych masek i nakryc glowy, ktore swoim wygladem przypominaja wizerunki bostw w bengalskich swiatyniach.


Seraikella wydaje sie byc najbardziej delkatnym ze wszystkich 3 stylow, choc rowniez i w tej odmianie chhau niektore choreografie oparte sa na tancach wojownikow. Uklady taneczne chhau z Puruli maja w sobie wiele elementow akrobatycznych, ze skokami, saltami itd. Mayurbhanj chhau zachowalo natomiast duzo ze swoich korzeni zwiazanych ze sztukami walki - wiele choreografi reprezentuje pojedynki miedzy grupami tancerzy, lub pojedynczymi wojownikami.
Ciekawe jest rowniez to, ze artysci zwiazani z Purulia chhau przynaleza zazwyczaj do spolecznosci plemiennej (Mura, Bhumij, Kurmi)i ze ta odmiana chhau nie byla nigdy objeta patronatem z strony wladcow Puruli. W wypadku Mayurbhanj chhau wladcy z regionu Baripada byli patronami tanca, choc sami nie byli bezposrednio powiazani z tancem. Jedynie w wypadku Seraikella chhau czlonkowie rodziny krolewskiej byli nie tylko patronami tej sztuki, ale rozwniez tancerzami i cenionymi choreografami. Maharaja Bijoy Pratap Singh Deo jest uwazany za najwiekszego choreografa i reformatora Seraikella chhau. Wedlug mojego Guru ji Sapana Acharya na poczatku dwudziestego wieku Rabindranath Tagore, jeden z najwiekszych poetow indyjskich, zostal zaproszony na pokaz Seraikella chhau. Po wystepie skomentowal on tak " piekny taniec, ale brak w nim emocji (bhav)". Wtedy to Maharaja Bijoy Pratap Singh Deo postanowil wprowadzic zmiany w tancu chhau - wprowadzil on nowe motywy i tak obok znanych juz choreografi o charakterze mitologicznym (Chandrabhaga), czy sztuk walki pojawily sie choreografie zwiazane z emocjami towarzyszacymi zyciu ludzkiemu, np. Nabik (przewoznik lodzia).


Ze szczegolnym podziekowaniem dla A. Zawsze lubilam sluchac twoich bajek... i zebys wiedzial, ze w zyciu nigdy nie jest za pozno.

Wednesday, February 10, 2010

O Khajuraho slow kilka

Ale na prawde tylko kilka, bo mowic i opisywac mozna by godzinami.
Khajuraho to malenka miejscowosc, w ktorej znajduja sie hotele, restauracje, sklepy, kilka budynkow mieszkalnych i swiatynie, ktore slynne sa na calym swiecie z plaskorzezb przedstawiajacych roznego rodzaju "milosne igraszki" (ah, ten cudowny indologiczny zargon :) )
Zdjecia juz widzieliscie, ale teraz moze kilka slow o historii.
Khajuraho to kompleks kilkudziesieciu mniejszych lub wiekszych swiatyn, ktore zostaly zbudowane na przestrzeni 200 lat od 950 do 1150 roku. Wiele ze swiatyn zniknelo gdzies w jungli otaczajacej miejscowosc, ale kilkanascie przetrwalo do naszych czasow w dosc dobrym stanie. Jak juz powiedzialam swiatynie slyna z erotycznych plaskorzezb i takie polaczenie erotyzmu i religijnosci jest czesto szokujace dla kogos niewtajemniczonego w kulture indyjska.
(Od razu moze dodam, ze kiedy mowie o kims niewtajemniczonym w Indie, to wcale nie mam na mysli osob, ktore urodzily sie poza indiami, mysle, ze tego samego okreslenia mozna uzyc w stosunku do przecietnego mieszkanca wielkich miast indyjskich)
Przede wszystkim fragmenty erotyczne stanowia tylko czesc plaskorzezb w Khajuraho. Zewnetrzne sciany swityn przedstawiaja wszelkiego rodzaju wydarzenia z zycia ludzi - sa tancerki, muzycy, kobiety myjace wlosy, wojownicy itd. erotyka pojawia sie tu wiec jako nieodlaczna czesc zycia, podobnie z reszta jak smierc, ale o tym napisze innnym razem.
Rozne sa interpretacje erotyki swiatynnej z Khajuraho. Niektorzy uwazaja, ze wizerunki te przedstawiaja tantryczne praktyki. Kiedy przyjzec sie z bliska wizerunkom postaci to na ch twarzach maluje sie spokoj wewnetrzny i uniesienie. Inni uwazaja, ze to, ze sceny erotyczne sa wyrzezbione jedynie na zewnetrznych scianach swaityn oznacza, ze przed wejsciem do sanctum sanctorum powinnismy porzucic nasze wszelkie doczesne zachcianki.
Mysle, ze tak na prawde nie wazne jest dlaczego te wizerunki znajduja sie w swiatynich, wazne jest to, ze Khajuraho jest piekne... Ja godzinami moglabym ogladac tamtejsze swiatynie i na pewno jeszcze tam kiedys znow pojade...

Tym razem wyjazd do Khajuraho byl dla mnie nie tylko wypoczynkiem od glosnego i zakurzonego Delhi, ale tez spelnieniem jednego z marzen. Co roku w lutym w Khajuraho odbywa sie jeden z wazniejszych festiwali tanca w Indiach, a jesli dodam, ze jest on transmitowany na zywo przez indyjska telewizje to jest on chyba festiwalem tanca z najwieksza widownia.


Tanczyc w Khajuraho to niesamowite przezycie.... Pieknie oswietlona scena a z tylu ksiezyc i budynki swiatyni... Czulam sie troche jak Devadasi - tancerka swiatynna.
Niedlugo znow bedzie program o ktorym od dawna marzylam, ale tym razem stoje przed trudnym wyborem - Tanjavur czy Maduraj????? Ci ktorzy wiedza o czym mowie wiedza jaki to ciezki wybor...

A to wlasnie ktos mi przyslal, chociaz nie przypominam sobie, zebym cos takiego mowila :)
Krotki artykul o artystach wystepujacych w tym roku w Khajuraho.

Friday, February 5, 2010

Chhau

Krotkie video moich uczniow chhau :) to byla pierwsza grupa, ktora kiedykolwiek uczylam tego tanca. Kazdy z tych chlopcow stal sie dla mnie kims specjalnym... Byli moimi dziecmi, a ja moglam lepic ich ciala jak gline. To fragment prezentacji tego czego nauczylam ich w ciagu 2 tygodni zajec, wiekszosc z nich nie miala nigdy wczesniej zadnego treningu tanecznego. A ja nigdy wczesniej nie probowalam grac na dholu :)
Przepraszam was za kiepska jakosc nagrania - nie stac mnie jeszcze na dobra kamere video.

Khajuraho




Monday, February 1, 2010

Twarze Indii...



Nie pamietam jak wygladal. Moze byl podobny do chlopca na tym zdjeciu, moze nie. Pamietam tylko dworzec. Ponury dworzec w amritsarze i rozesmiana twarz malego, moze 10letniego chlopca.
To byl moj drugi pobyt w Indiach. Podrozowalam wtedy z kolezanka i plecakiem, a raczej z kolezanka i 2ma plecakami - jej i momim. Pojechalysmy do Amritsaru obejrzec Zlota Swiatynie i musialysmy zlapac pociag powrotny do Delhi. Nie bardzo wiedzialysmy gdzie zarezerwowac sobie bilet - to nie jest takie proste, bilety rezerwuje sie na co najmniej kilka dni wczesniej w osobnej kasie, a rezerwacja miejsc w pociagu odjezdzajacym tego samego dnia juz gdzie indziej. Chwile blakalysmy sie pod jedna z kas, az nagle podszedl do nas maly chlopiec i bardzo chcial nam wyczyscic buty. Odgonilysmy go. Wrocil po chwili usmiechniety i powiedzial, ze zaprowadzi nas do wlasciwej kasy biletowej. Nie mialaysmy innego wyjscia jak skorzystac z jego pomocy, a ze podrozowalysmy juz wtedy przez jakis czas spodziewalysmy sie, ze konieczne bedzie pozniej dac mu napiwek za mila pomoc. Dotarlismy do kas, wyciagnelysmy z kieszeni 10 rupii i chcialysmy dac naszemu nowemu koledze, ktory spojrzal na banknot i niesmialo spytal czy moze nam wyczyscic buty. Odmowilysmy, a nasz kolega..... poszedl sobie!!!!!! a my stalysmy pod kasami nieco oslupiale z 10rupiowym banknotem w reku...
Po jakims czasie nasz kolega zjawil sie w poczekalni kolejowej i zaczelismy rozmawiac. Widac po nim bylo, ze jest biedny, wiec spytalysmy czy nie mialby ochoty na cps do jedzenia. Odmowil, ale jego oczy patrzyly lapczywie w kierunku stoiska z chipsami i coca-cola. Nie pytajac po raz drugi kupilysmy mu chipsy i coca-cole i siedzielismy sobie przez chwile razem bawiac sie i rozmawiajac. W pewnej odleglosci od nas siedzial jeszcze jeden chlopiec i staruszka (ktora pewnie miala nie wiecej niz 50 lat, a wygladala na prawie 90), ktorzy wygladali na mieszkancow dworca. Nasz kolega powiedzial ze to jego dobrzy przyjaciele i czy nie moglybysmy kupic im herbaty. Nie chcialo nam sie wstawac z miejsca,m wiec cala trojka dostala 10 rupii i udala sie w kierunku stoiska z herbata.
Nasz pociag byl poznym wieczorem, musialysmy czekac na nego kilk godzin, ale byl to barzo przyjemny czas. Siedzialysmy sobie na peronie my 2, nasze 2 plecaki, a obok nas nasz kolega czyscibut i jego przyjaciel - chory na polio zebrak z tak powykrecanymi konczynami, ze poruszal sie jak pajak na czterech nogach. Zartowalismy, jedlismy chipsy bananowe, chlopcy spiewali piosenki i tych kilka godzin do przyjazdu pociagu minelo nam jak pare minut.

Chlopcow takich jak ten, ktorego spotkalam jest tysiace. Nigdy nie chodzili do szkoly. Sa czesto bici przez mafie, ktora odbiera im pieniadze. Wiekszosc z nich nie dojada, wielu nie ma rodzicow, albo uciekli z domu. Spia gdzies w poblizu stacji, czesto w szparze pomiedzy szynami a peronem kolejowym. Zdarza sie czesto, ze sa gwalceni przez innych starszych i silniejszych mieszkancow dworca. Nigdy nie wiem jak sie zachowac wobec tych dzieci, ktore tak na prawde sa o wiele bardziej dorosle i samodzielne niz ja. Nie pochwalam dawania zebrakom pieniedzy, ale bardzo czesto jesli tylko moge dam cos do jedzenia, kupie lody, zrobie zdjecia (tak - dzieci dworcowe czesto same prosza zeby zrobic im zdjecia, ogladaja sie potem na wyswietlaczu aparatu cyfrowego i sa cale szczesliwe, ze przez chwile moga sie z kims pobawic), chwile porozmawiam.
Kazde spotkanie z takim dzieckiem sprawia, ze zdaje sobie sprawe z tego jak wiele tak na prawde mam, a jak malo moglabym miec... i zawsze kiedy jestem na dworcu w Amritsarze mam nadzieje, ze chlopiec ktorego wtedy spotkalam zyje, ze moze nie mieszka juz na dworcu, ze moze ktos zapisal go do szkoly...

Sunday, January 31, 2010

Zycie jest jak Czerwony Fort w Agrze...

Zycie jest jak Czerwony Fort w Agrze........ Nigdy nie wiesz, co zobaczysz za zakretem...

















Slepa sciane....















Czasem otwarta przestrzen gdzies w oddali, a tuz przy tobie magiczne cienie...













Az nagle niespodziewanie wyloni sie przed toba Taj Mahal...

Tuesday, January 26, 2010

26 Stycznia - Republic Day

26 Stycznia obchodzimy jedno z trzech indyjskich swiat panstwowych. (pozostale to Dzien Niepodleglosci 15 Sierpnia i Gandhi Jayanti - urodziny Gandhiego 2 Pazdziernika)
Mimo, ze Indie staly sie niepodleglym krajem 15 Sierpnia 1947 roku, to az do 26 Stycznie 1950 nie mialy wlasnego systemu prawnego ani odrebnego rzadu - system prawny oparty byl na nieco zmienionym Government of India Act z 1935 roku, krol Jerzy VI byl glowa panstwa, a Lord Mountbatten Gubernatorem Generalnym. Od momentu odzyskania niepodleglosci rozpoczeto prace nad stworzeniem przyszlej kostytucji niepodleglych Indii. Do tego celu powolano specjalny komitet, na czele ktorego stal Bhimrao Ramji Ambedkar. 21 Stycznia 1950 odbyly sie wybory w wyniku ktorych Rajendra Prasad zostal pierwszym Prezydentem Indii, a w piec dni pozniej zostala uchwalona konstytucja Indii.


Dr Ambedkar (1891 - 1956) jest postacia bardzo ciekawa. Urodzil sie w bardzo ubogiej rodzinie niedotykalnych i cale swoje zycie poswiecil na zwalczanie stygmy niedotykalnosci i przeciwstawianie sie domnacji wyzszych grup spolecznych we wszelkich sferach zycia spolecznego. Byl on jednym z pierwszych niedotykalnych, ktoremu udalo sie zdobyc wyzsze wyksztalcenie. (znow dygresja - dzis nawet zdarza sie czasem, ze w malych wioskach w szkole panuje segregacja kastowa, mimo ze dyskryminowanie religijne czy kastowe jest sprzeczne z podstawowymi zalozeniami konstytucji, ktora mowi o prawie do rownosci) Zdobycie jakiegokolwiek wyksztalcenia bylo na prawde nie tylko sukcesem dla niedotykalnego, ale takze dowodem ogromnej determinacji i sily woli. Mlody Ambedkar nie mogl przebywac w klasie razem z innymi uczniami, lekcji czy wykladow wysluchiwal siedzac na szkolnym korytarzu, czy zagladajac przez okno. Nie mogl nawet napic sie wody ktora pili inni uczniowie. Jako lider ruchu zwalczajacego niedotykalnosc przeprowadzil on szereg marszy podczs ktorych domagano sie rownouprawnienia dla niedotykalnych w tak przyziemnych i ludzkch kwestiach jk np. mozliwosc korzystania z publicznych zrodel wody pitnej. Pod koniec swojego zycia Ambedkar zainteresowal sie zywo Buddyzmem i uznl, ze jest to religia, ktora umozliwia niedotykalnym normalne funkcjonowanie w ramach indyjskiego spoleczenstwa. W 1956 wraz z okolo pol miliona!!! swoich zwolennikow przyjal on Buddyzm.

Wrocmy jednak do Dnia Republiki. Przyznam sie wam, ze nie jest to moje ulubione swieto. Dzien Republiki kojarzy mi sie zawsze z ogromnymi korkami na ulicy - w Delhi co roku organizowana jest parada, ktora ogladaja dygnitarze i zaproszone glowy stanu (w tym roku glownym gosciem jest Prezydent Korei Poludniowej), a proby tejze parady, ktorej trasa wiedzie niemal przez pol miasta (no dobrze, bede obiektywna - przez pol centrum), rozpoczynaja sie na kilka dni wczesniej, co powoduje niesamowity chaos komunikacyjny.
Aby obejrzec parade trzeba kupic specjalny bilet, podc swoje dane osobowe, zeby policja mogla sprawdzic czy jestesmy potencjalnymi terrorystami, wstac wczesnie rano, zeby dojechac na miejsce i przejsc przez kordon zabezpieczen i kotroli, a potem ogladac jak przed naszymi oczami przesuwa sie kordon zlozony z wojska, artystow z roznych stanow, dzieci ze szkol itd. Pamietam jeszcze pochody pierwszomajowe, wiec idea parady nie rzuca mnie na kolana (i powiem wam szczerze, mimo ze niektorzy mnie teraz wytkna palcem, ze uwilbialam pochod pierwszomajowy dzieki pewnemu papierowemu kwiatkowi, ktory dostalam do niesienia podczs takiego pochodu... dla mnie byl to przemily spacer pozbawiony zupelnie jakichkolwiek politycznych podtekstow).
Poza tym zawsze mam wrazenie, ze zamiast wydawac mase pieniedzy na publiczne udowadnianie, ze Indie sa krajem swietnie prosperujacym, podczas gdy wiekszosc spoleczenstwa zyje ponizej linii biedy, gdy wielu rolnikow popelnia samobojstwa bo nie sa w stanie splacic porzyczek zaciagnietych w bankach czy u krwiopijczych prywatnych profesjonalnych "porzyczaczy pieniedzy", gdy wiele osob wciaz nie umie czytac i pisac, gdzie w urzedach kwitnie korupcja itd jest troche nieetyczne (kilka lat temu pojawila sie kampania India is shining, (Indie swieca=swietnie sie rozwijaja, ktora zostala przechrzczona przez mlodych dzialaczy India is whining, Indie skowycza). Wolalabym, zeby rzad ufundowal raczej nowy szpital, albo szkole na wsi.
Prosze mnie teraz nie posadzac o przedstawianie Indii jako kraju zacofanego i ubogiego. Indie sa bardzo rozwiniete, z najnowoczesniejsza technologia, ogromnymi firmami itd. ale z drugiej strony istnieja tez inne Indie, ktore mieszkaja w slumsach, albo spia na ulicy, z niedozywionymi dziecmi bez dostepu do edukacji itd. Zawsze mam wrazenie , ze kraj w ktorym mieszkam to tak na prawde 2 rozne kraje: Indie bogate i Indie biedne, ktore tak na prawde nigdy sie nie spotykaja i nigdy sie na wzajem nie moga zrozumiec...
Mimo wszystko HAPPY REPUBLIC DAY!

Zdjecia : Ambedkar z www.sikhspectrum.com
Parada z www.indianpublicholidays.com

Monday, January 25, 2010

Guru Shishya Parampara

Guru Shishya Prampara to okreslenie tradycyjnego systemu nauczania, w ktorym uczen mieszka w domu swojego nauczyciela i wykonuje dla niego wszelkiego rodzaju poslugi od sprzatania, gotowania po czytanie na glos ksiag itd, a w zamian za to w wolnym czasie nauczyciel poswieci nieco swojego czasu na lekcje. Tak bylo przez wiele stuleci. Tak jest tez czesto i dzis.
Czasami zastanawiam sie czy ja tez naleze do tego systemu. Z jednej strony nie mieszkam u swojej nauczycielki tanca i place za swoje lekcje, z drugiej strony wiem, ze oczekuje sie ode mnie bezwzglednego posluszenstwa dotyczacego wszystkich sfer mojego zycia.
Stosunki miedzy uczniami, a nauczycielami sa czesto bardzo skomplikowane. Zdarza mi sie, ze wychodzi ze mnie moja Polska dusza i mam dosc! Jak byscie zareagowali gdyby ktos nie pozwalal wam wychodzic na ulice z rozpuszczonym wlosami? (bo pozadna indyjska kobieta powinna miec zawsze spiete wlosy) gdy na wspolnym wyjezdzie nie mozecie zjesc posilku wtedy kiedy macie na to ochote, tylko musicie czekac, az wasz nauczyciel zglodnieje? gdyby ktos mowil wam, ze nie powinniscie pracowac jako krytyk w gazecie? (moja kolezanka rzucila prace, bo jej guru ji byla przeciwna temu co robi)
Z drugiej strony wiem tez, ze jesli bede miec jakies problemy to bedzie to osoba do ktorej moge sie zwrocic po pomoc zarowno finansowa jak i wszelka inna. Wiem tez, ze wiele z nkazow/zakazow wzgledem uczniow wynika w duzej mierze z troski o nich. Moja szafa peka w szwach od sari i dupatt, ktore sa prezentami od mojej nauczycielki.
Jestem niezmiernie wdzieczna mojej Guru ji za to, ze wbila we mnie nawyk chodzenia w sari na wszystkie wystepy tanca klasycznego - "jesli chcesz, zeby postrzegano cie jako tancerke klasyczna, to musisz sie tak prezentowac". Pamietam tez jak kiedys powiedziala, ze jest bardzo surowa w stosunku do swoich uczniow, bo nie chce zeby ktokolwiek sie z nich smial. To samo dotyczy zajec z tanca - nigdy nie zdarzylo mi sie slyszec pochwaly, zawsze tylko nagany za bledy popelnione w trakcie tanca ( o niektorych pamieta nawet latami), bo ona jako nauczyciel widzi zawsze sznase na jakas poprawe, nigdy nie jest do konca usatysfakcjonowana tym co widzi.


Jakis czas temu sama zaczelam miec swoich uczniow. Czesc z nich to dzieci - slodkie dziewczynki 7-15 lat (plus kilka wyjatkow w wieku 20 +). Dla tych dzieci jestem Didi (starsza siostra) i przyznam sie wam, ze uwielbiam patrzec na to jak sie rozwijaja nie tylko w tancu, ale tez jak rozwijaja sie jako ludzie. Nigdy nie wymagalam od zadnej z nich, zeby witaly mnie w tradycyjny sposob dotykajac stop, tak jak wita sie nauczyciela, rodzicow czy inna osobe godna naszego szacunku. To one same chcialy namowione przez swoje mamy, ktore uwazaly, ze uczenie sie tradycyjnego tanca zobowiazuje do takiego wlasnie zachowania.
Inni moi uczniowie to mlodzi mezczyzni (20 + ), ktorych ucze w instytucie teatralnym w Himachal Pradesh. Od niektorych z nich jestem niewiele starsza, ale nawet dzis kiedy juz nie sa moimi uczniami ciagle zwracaja sie do mnie "mam". Wiem tez, ze moge prosic ich o wiele roznego rodzaju przyslog, a oni nie moga mi odmowic. Z kazda grupa mieszkalam razem przez 2 lub 3 tygodnie. razem jedlismy, smialismy sie, wymenialismy doswiadczeniami. Kazdego z nich udalo mi sie poznac, wysluchac histori jego zycia, sprobowac odpowiedziec na setki pytan o przyszlosci jaka maja wybrac, pracy itd. Gdybym spotykala sie z nimi tylko 2 razy w tygodniu na zajeciach nie udaloby mi sie ich tak dobrze poznac.
aha, zeby nkt sobie nie pomyslal zbyt wiele - ja sie nie uwazam za Guru. Guru to czlowiek o przeogromnej wiedzy, czlowiek, ktory potrafi poprowadzic swoich uczniow kiedy sie zgubia i wskazc im wlasciwa droge. Bycie Guru to nie tylko ogromna wiedza, ale i ogromna odpowiedzialnosc za zycie drugiej osoby. Mysle, ze w swoim zyciu spotkalam 3 Guru:
Pana Witolda Lucznika - nauczyciela fizyki w moim liceum,
SP mgr Andrzeja Lugowskiego - wykladowce Sanskrytu na wydziale indologii,
Dr hab. Bozene Sliwczynska - wykladowce Sanskrytu, Bengalskiego i najwiekszego w Polsce specjliste od teatru Kutiyattam i Indyjskich sztuk performatywnych, dzieki ktorej jestem kim jestem i robie to co robie.

Saturday, January 23, 2010

Czekanie

Indie sa dla mnie czesto miejscem oczekiwnia. Oczekiwania na wszystko i we wszystkich wymiarach tego slowa. Teraz siedze w domu i czekam na szklarza. Okno mialo byc zrobione w poniedzialek, najpozniej we wtorek. Wczoraj (piatek) w koncu zjawil sie pan szklarz! I to az 2 razy! Oba razy zmierzyl sobie okno i poszedl, a ja siedze teraz w zimnym pokoju i czekam...
Czekam tez zawsze cierpliwie w kolejce. W kolejce dowolnej: w kolejce do zrezerwowania biletu kolejowego (przecietnie okolo pol godziny), w kolejce w FRRO (Foreign Regional Registration Office) zeby przedlozyc wize/zarejstrowac pobyt itp. (kolo 4-5 godzin), w kolejce zeby wejsc na targi na Pragati Maidan (kolo pol godziny).
Czekam na moje kolezanki z klasy i nauczycieli. Jesli zajecia maja sie zaczac o 10 to jest duza szansa, ze o 10 w szkole zjawie sie tylko ja. Reszta zacznie sie zjawiac kolo 10.30. Jesli umawiamy sie na probe na 14.00 to wiem, ze kolo 14 moge spokojnie siedziec w mojej ulubionej dhabie i pic herbatke i spokojnie pojsc do Triveni kolo 14.15. Ostanio znudzilo mi sie czekanie, wiec chodze na herbatke :)
Czekam czasem na pociag kiedy musze pojechac gdzies poza Delhi. Teraz np. jest codziennie mgla w zwiazku z czym pociagi maja opoznienia kolo 8 - 10 godzin.
Czekalam tez cierpliwie na moj dyplom ukonczenia studiow, ktory w koncu dostalam po 2 latach czekania :)
W Indiach czeka sie tez na to zeby odrodzic sie w lepszej grupie spolecznej dzieki owocom dobrych czynow popelnionych przez nas w tym zyciu. (Chociaz Bhagavad Gita, jedna z najwazniejszych ksiag Hinduizmu uczy, ze nalezy dzialac nie myslac o owocach naszych czynow).
Czekam tak sobie i czekam.... Moze w koncu jutro pan szklarz sie nade mna zlituje?

Ps. Wlasnie przyszedl pan powiedziec, ze jest mu bardzo przykro ale okno bedzie zrobione dopiero jutro. i co??? i przybilam sobie zamiast szyby szmatek gruba i przezyje jakos noc z temperatura 7 stopni na dworze. jutro od rana znow bede czekac na szklarza.
Ps. 2. jest juz niedziela wieczor, a okna wciaz nie ma. do szmaty w oknie dolaczyla papierowa torebka i juz da sie wytrzymac w pokoju. moze jutro wieczorem bedzie okno????? poczekam sobie :)
Ps. 3 Poniedzialek - smierc w rodzinie pana szklarza. Okna wciaz nie ma, chyba jak juz w koncu bedzie to az sie dziwnie z nim poczuje.