Saturday, August 28, 2010

Tu i tam, tam i tu....

Znow jestem w swoim goracym, wilgotnym, glosnym, brudnym miescie :) To mile uczucie. Uczucie powrotu do czegos znanego, mojego prywatnego. Z drugiej strony ostatnich kilka dni sprawilo, ze znow zaczelam sie zastanawiac nad tym co jest prawdziwe a co jest tylko zluda w zyciu. Ktora czesc rzeczywistosci nas otaczajacej jest dla nas, a ktora zostala wykreowana przez mechanizmy otaczajacego nas swiata.
ostatnie dni to przebywanie dwoch roznych swiatach, ktore nigdzie sie ze soba nie spotykaja. jak mozna porownac pokaz mody odbywajacy sie w pieciogwaizdkowym hotelu i flet cyganskiego muzyka grajacego gdzies na piaszczystych wydmach rajasthanskiej pustyni?
Ostatni tydzien byl pelen kontrastow. Z jednej strony wieczor w pieciogwaizdkowym hotelu: darmowe drinki, transsexulany wlasciciel salonu fryzjerskiego, ktory byl dusza towarzystwa, a w innych okolicznosciach bylby prawdopodobnie uznany za glosnego, rozwydrzonego hijre. (Hijrowie to "trzecia plec, transwestyci, transseksualisci, lub tez kastraci, ktorzy zazwyczaj zajmuja sie prostytucja, zebraniem na skrzyzowaniach, spiewaniem, a raczej glosnym krzyczeniem na weselach, lub wtedy gdy gdzies urodzi sie dziecko) Modele i modelki z mocnym makijazemi beznamietnym wyrazem twarzy. Drogie, ale za to jakze karykaturalnie udziwnione i brzydkie stroje...
Zdrugiej strony w nocy obudzil mnie telefon z Rajsthanu... Algoza... Piekna melodia, ktora gdzies na pustyni pod gwaizdami ktos gral specjalnie dla mnie... Algoza to instrument folkowy ktory przywedrowal do rajasthanu z punjabu. Wyglada tak jakby ktos trzymal w ustach 2 flety i gral na nich rownoczesnie. Tabla... I spiew....
Mam nadziej, ze nigdy w zyciu nie skusi mnie przepych i kolorowe swiatla tysiaca fleshy, a zawsze bede pamietac widok tysiaca gwiazd nad moja glowa... zapach pustyni i widok tanczacych pawi...
mam nadzieje...

Thursday, August 19, 2010

Eklavya...

Nie wiem czy pamietacie o tym jak pisalam o pracy nad sztuka w Rajasthanie. Dzis pokaze wam linki do sztuki w ktorej graja nasze dzieci... sztuka opowiada o historii Eklavyi - chlopca ktory chcial uczyc sie lucznictwa od slynnego Guru Drony. Eklavya to pochodzi z plemienia nishadha i wedlug tradycji nie ma prawa uczyc sie sztuki zarezerwowanej dla wojownikow (kshatriya). Drona nie zgadza sie przyjac go na swojego ucznia. Zrozpaczony Eklavya jest jednak nieugiety w swoim postanowieniu - z gliny lepi pomnik nauczyciela i sam cwiczy lucznictwo. Jego wysilki sa zakonczone sukcesem... Ale do czasu - pewnego razu Drona wraz ze swoim ulubionym uczniem Arjuna spotykaja w lesie Eklavye. Drona domaga sie by Eklavya zaplacil mu za nauke. Zaplata ma byc... kciuk Eklavyi, bez ktorego nie bedzie on njuz w stanie wypuszczac strzal w precycujnie obrany cel. W tradycyjnej historii Eklavya oddaje kciuk swojemu mistrzowi. Nasze dzieci innaczej koncza historie - eklavya odmawia oddania kciuka. Coz to za zaplata za nauke, ktora odbiera ci mozliwosc uzywania swojej wiedzy????

Milego ogladania:

Pierwsza czesc filmu:




Druga czesc:




Trzecia czesc:

Tuesday, August 17, 2010

Post - Independance Day post :)

Dzien Niepodleglosci to dzien szczegolny dla kazdego kraju. Nie tylko kraju. Mysle, ze kazdy kto pewnego dnia odkryl, ze jest niezalezny od innych i sam moze stanowic o sobie obchodzi takie male prywatne dni niepodleglosci. Niepodleglsci od innych, od narzuconego sposobu mylenia, od braku mozliwosci ponoszenia konsekwencji wlasnych czynow. Uzyskanie niepodleglosci to poczatek dalekiej drogi. Drogi na ktorej nalezy znalezc swoj wlasny odrebny charakter, swoj model zachowan, polityki prywatnej, jesli mowimy o niepodleglosci jednostki, i polityki panstwowej, jesli mowic o niepodleglosci panstwa.
Wydaje mi sie, ze w wypadku Indii i Pakistanu, bo przeciez noc 14/15 Sierpnia 1947 roku sprawila, ze na mapie swiata pojawily sie 2 panstwa, poszukiwania wlasnej drogi beda trwaly jeszcze dlugo. Przeczytalam ostatnio piekny wiersz anonimowego poety bengalskiego, ktory o niepodleglosci napisal tak : "Uzyskalismy niepodleglosc, ale czy dostalismy wolnosc?". Wydaje mi sie, ze te slowa bardzo dobrze oddaja sytuacje w jakiej znajduje sie spoleczenstwo obu panstw.
Mysle, ze trudno jest byc w Indiach prawdziwie wolnym czlowiekiem. Caly czas gdzies czycha widmo kastowosci, przedkladania dobra syna nad corke, aranzacja malzenstw, bieda w wioskach itd. Z drugiej strony coraz wiecej osob zdaje sie otwierac oczy na otaczajaca je rzeczywistosc i probuje walczyc z lancuchami zwiazujacymi rece tysiacom osob.
Zawsze w takich momentach przypomina mi sie zdjecie mojego przyjaciela stojacego razem ze swoja mama. Niby nic szczegolnego - rodzinne zdjecie, a jednak... Moj przyjaciel pochodzi z niskiej kasty, jego rodzice zajmowali sie praniem odziezy. Czesto zdazalo sie, ze ktos nie chcial zaplacic za usluge. W koncu tym lepiej urodzonym naleza sie poslugi... Ktoregos dnia tata mojego kolegi zaprotestowal... Po kilku dniach ktos podpalil mame mojego przyjaciela... Przezyla, ale ma poparzona twarz, szyje i rece... Moj przyjaciel pracuje z dziecmi pochodzacymi ze wsi. Probuje pokazac im, ze tylko dzieki nauce maja szanse stanac gdzies wyzej w hierarchii spolecznej.
15 sierpnia to dzien gdy puszcza sie latawce. Cale niebo pokryte jest latawcami przeroznej wielkosci, kolorow i ksztaltu. Na niebie tocza sie prawdziwe bitwy latawcowe - nalezy tak poprowadzic linke swojego latawca aby podciac linke przeciwnika. Uwielbiam latawcowe bitwy :)
Tegoroczny Dzien Niepodleglosci byl nieco inny - po raz pierwszy od wielu lat spedzilam to swieto w Polsce. To bardzo mile, ze spolecznosc indyjska w Polsce jest tak liczna i potrafi zorganizowac ciekawe obchody swieta - byla parada indyjska, pokazy tancow itd.
Niestety pietnastego sierpnia tego roku spotkalo mnie tez przykre zdarzenie. Zostalam poproszona o przyjscie w "jakims tradycyjnym stroju". Ubralam sie w Mekhela i Chadar - tradycyjny stroj z Assamu. Musialam przejsc niewielki kawalkek przez centrum miasta aby spotkac sie z organizatorami obchodow tego swieta. Nie przytocze tu komentarzy jakie uslyszalam po drodze. Bylo to przykre. Bardzo przykre zwazywszy na to, ze zawsze opowiadam swoim znajomym w Indiach o tym jak bardzo Europa jest kulturalna i jak nikt nie pozowlilby sobie na zaczepki w miejscu publicznym... Juz wiem, ze sie mylilam.... to przykre, ze wciaz jeszcze musimy sie uczyc tolerancji wobec innosci.
Tegoroczny Dzien Niepodleglosci byl tez dniem szczegolnym z innych wzgledow. W czasie gdy Hindusi swietowali za ich zachodnia granica milony osob cierpialy na skutek powodzi. Mam nadzieje, ze wszyscy swietujacy pamietaja o tym, ze kiedys Indie i Pakistan byly jednym krajem i ze przyszlosc wszystkich powinna polegac raczej na laczeni sie i przyjazni, a nie na dzieleniu i chodowaniu wzajemnych animozji. Nieszczescie takie jak w Pakistanie mogloby spotkac kazde inne panstwo na swiecie, nie zapominajmy o tym i pomozmy jak tylko mozemy.

Vande Mataram,
i Happy Independance Day

Friday, August 13, 2010

Romantycznie.....

Jako, ze czasami robie sie bardzo romantyczna to dzis przepiekna piosenka, ktora najpiekniej brzmi gdy ktos gra na gitarze pod gwiazdami :)

Benaglska piosenka... Shopno dekhbo bole... Spiewa Moushumi Bhowmick


Tuesday, August 10, 2010

Wspomnien czar....

Czasem zastanawiam sie w jaki sposob zaczela sie moja fascynacja Indiami. Przypadek? Przeznaczenie? Glos wewnetrzny? Moze mieszkalam tam w poprzednim zyciu? ;) Nie wiem, wiem natomiast, ze Indie towarzyszyly mi od malego.

Moj dziadek w 1960 roku odwiedzil Delhi i Kalkute. O jego podrozy wiem niewiele - zmarl zanim sie urodzilam, ale pozostawil po sobie piekny album pelen starych fotografii.










Te dwa zdjecia to dosc szczegolna pamiatka. Widac na nich pomnik krola Jerzego V-tego stojacy na cokole przy India Gate. Tego pomnika juz nie ma. W polowie lat szescdziesiatych zostal on przeniesoiny do Coronation Park.




Inne wspomnienia z podrozy mojego dziadka to piekne sari w ktore uwielbialam sie owijac gdzy bylam jeszcze mala dziewczynka. Moja mama uszyla sobie z tego sari suknie balowa, ktora przerobila pozniej na stroj ksiezniczki dla mnie na zabawe w przedszkolu. Przyznam sie, ze rodza sie tu we mnie bardzo mieszane uczucia - z jednej strony cudownie bylo byc prawdziwa indyjska ksiezniczka majac 5 czy 6 lat, z drugiej ogromnie szkioda mi przepieknego zielono-srebrnego sari.





Kolejne wspomnienie z tego okresu to rok 1984. Dostalam wtedy chomika. Pamietam, ze siedzialam razem z moja babacia i chomikiem przed telewizorem i akurat w Dzienniku (dla tych co nie pamietaja - tak wtedy byl Dziennik) podano wiadomosc o zamachu i smierci Indiry Gandhi. Postanowilam nazwac chomika imieniem Pani Premier Indii, ale babcia zaczela mi tlumaczyc, ze Indira Gandhi byla wielkim czlowiekiem, politykiem i wazna osoba i nadanie jej imienia mojemu bezoogoniastemu stworzonku nie jest jej zdaniem najlepszym pomyslem.





Jeszcze inne wspomnienie to historia pewnej branzoletki, ktora dziadek przywiozl w prezencie dla mojej mamy. Byla to piekna srebrna filigranowa bransoletka....Ani ja ani mama nie wiedzialysmy skad doklanie pochodzi. Mieszkalam juz w Indiach kilka lat zanim wybralam sie na wakacje do Puri w stanie Orissa. Podczas jednego ze spacerow skrecilam w malenka waska uliczke, ktora..... wypelniona byla malenkimi sklepikami ze srebrna bizuteria taka jak bransoletka przywieziona przez mojego dziadka... Moja bransoletka pochodzila z Orissy. Podobnej bizuterii uzywaja tancerki Odissi.




To wlasnie fragment sciany swiatyni Slonca w Konark niedaleko Puri.


Jeszcze inne wspomnienie to wisorek, ktory dostalam bardzo dawno temu. Wisiorek mial bardzo dziwny ksztalt, cos jakby 3D :) a ja majac niewiele ponad 10 lat nie wiedzialam wtedy ze byl to symbol AUM:

Serdecznie Zapraszamy

Thursday, August 5, 2010

Some Clips of Construction Part of a Drama.flv

Ponizsze wideo to ciag dalszy wspomnien z Rajasthanu. Mozna obejzec fragmenty prob do spektaklu, o którym pisalam jakis czas temu. Radze przymknac ucho na strone muzyczna prezentacji - wlasciwi muzycy pojawili sie dopiero na scenie :)

Monday, August 2, 2010

Reklama z cyklu - na prawde warto!

W ramach odstresowywania sie podczas przymusowych wakacji w Ojczyznie, ktora buduje kosmiczne stadiony Xlecia i walczy o drewniane krzyze, kiedy moglaby np. zadbac o budowe szkol, sierocincow czy szpitali, pojechalam sobie wczoraj do Lublina. W Lublinie mieszka moja przyjaciolka, ktora mieszkala kiedys razem ze mna w Indiach. Jako, ze nalezy cos w zyciu robic, a moja przyjaciolka jest osoba przedsiebiorcza, to zalozyla ona sklep z indyjskimi artykulami do dekoracji wnetrz.

Zarowno sklep jak i przyjaciolka sa przepiekne i warto odwiedzic to miejsce po to by napic sie pysznej herbaty, porozmawiac o Indiach, lub Syrii, w ktorej owa przyjaciolka rowniez mieszkala. Mozna tez wyjasnic swoje watpliwosci jezykowe dotyczace języka Hindi, badz tez Urdu. W sklepie znajdziecie wiele przepięknych artykulów dekoracyjnych - podstawki do kadzidelek, obrazy na sciane, pufy, rzezby, maski, fajki wodne itd. Jesli chcecie fachowych porad, to wlascicelka sklepu skonczyla w Indiach z wyróżnieniem kurs Vaastushastry - tradycyjnej metody urządzania wnętrz. Serdecznie Was zapraszam do odwiedzenia strony internetowej sklepu:

www.saffronhouse.pl

Mozna skladac zamowienia telefoniczne lub przez internet :)
Milych zakupow :)