Wednesday, January 13, 2010

Lohri....

Jest srodek zimy. W tym roku zima na prawde bardzo daje sie wszystkim w Delhi bardzo we znaki. Moj ukochany festiwal teatralny musia zrezygnowac z organizowania spektakli na scenie plenerowej z powodu zimna. Wiele szkol jest zamknietych, zeby dzieci nie pomarzly. Moje palce na zajeciach z tanca sa wyjatkowo sztywne, a kazdy krok bosych stop na zimnej podlodze jest na prawde bolesny. Poranne umycie zebow i twarzy to prawdziwy wyczyn (przypominam wam kochani, ze w Indiach nie mamy w kranach cieplej wody, tylko grzalke wielkosci mojego przedramienia, ktora sie wstawia do wiaderka). Leze w lozku, obok mnie, a raczej na mnie wygrzewaja sie koty, za oknem slychac piosenki i smiech dzieci bawiacych sie na ulicy....
Dzis polnocne Indie, glownie w Punjabie, obchodza swieto Lohri. Swieto to oznacza koniec najzimniejszych dni roku (wierzcie mi, chyba jeszcze nigdy nie czekalam no to swieto tak jak w tym roku). Na ulicach rozpala sie ogniska, do ktorych wrzuca sie ofiary dla boga ognia - popcorn, orzeszki ziemne, gudh (lepka slodka kostka zrobiona z przetworzonej trzciny cukrowej), sezam. To czego sie wrzuci do ognia rozdaje sie znajomym i rodzinie w ramach prasadu (uswiecony pokarm). Cale rodziny i grupy znajomych stoja przy ogniskach i spiewaja piosenki. W Punjabie zawze podcas tego swieta spiewa sie wesy ku czci Dulla Bhatti - bandyty muzulmanina, ktory rabowal bogatych, a pomagal biednym.
To bardzo mile przygladac sie swietujacym ludziom. Mam nadzieje, ze teraz po Lohri dni stana sie nieco cieplejsze. Wierzcie mi - zima w Delhi potrafi byc czasem duzo bardziej uciazliwa niz ta Polska.
Chowam sie pod moje 2 koce i spiwor....

No comments:

Post a Comment

Note: Only a member of this blog may post a comment.